Azjatyckie przekręty – na co uważać

Strona główna/Podróże/Azjatyckie przekręty – na co uważać

Azjatyckie przekręty – na co uważać

Ser­fu­jąc po bez­kre­sie inter­netu (poetycki wstęp być musi) zaczą­łem szu­kać infor­ma­cji na temat róż­nego rodzaju prze­krę­tów na jakie można się natknąć w Azji. Cel tego był pro­sty — pro­fi­lak­tyka. W końcu lepiej zapo­bie­gać niż leczyć — gdy już pozna się mecha­nikę dzia­ła­nia oszu­stów łatwiej się przed nią uchro­nić. Posta­no­wi­łem zebrać 5 moim zda­niem naj­cie­kaw­szych i naj­czę­ściej powta­rza­ją­cych się prze­krę­tów w for­mie notki. Tak ku prze­stro­dze naszej i waszej.

Szan­ghaj­ska herbatka

Nazwa ta powstała na potrzeby tej notki ale tak naprawdę z prze­krę­tem tym spo­tkać się można w całych Chi­nach. Pod­czas spa­ceru po mie­ście pod­cho­dzi do Cie­bie grupka chiń­skich „stu­den­tów” chcą­cych pod­szko­lić swój angiel­ski i dowie­dzieć się cze­goś o kul­tu­rze two­jego kraju. Po zapo­zna­niu się i krót­kiej roz­mo­wie zawsze pada pyta­nie, czy nie zechciał­byś pójść z nimi na degu­sta­cję herbat.

Od her­baty do her­baty, wszy­scy pró­bują coraz to inne gatunki docho­dząc do tych naprawdę dro­gich. Na koniec składka, każdy bez wyjątku grzecz­nie i soli­dar­nie płaci po kil­ka­set juanów za degu­sta­cję. Chiń­scy „stu­denci” oczy­wi­ście także. Zapy­ta­cie gdzie tu prze­kręt w takim razie? Otóż polega on na tym że w rze­czy­wi­sto­ści her­baty są warte znacz­nie, znacz­nie mniej niż za nie zapła­ci­li­ście. Po cere­mo­nii, „stu­denci” wra­cają do knajpy i dostają z powro­tem to co zapła­cili w ramach składki oraz oczy­wi­ście część tego, co zapła­cił naiwny tury­sta, który tym samym jest o kil­ka­set juanów biedniejszy…

Tha­iland Jet Ski

W więk­szo­ści taj­skich miej­sco­wo­ści wypo­czyn­ko­wych prze­kręt, który za chwilę opi­szę przy­brał roz­miary praw­dzi­wej plagi i trzeba na niego bar­dzo uwa­żać ponie­waż bywa nie­zwy­kle dotkliwy i kosztowny…

Prze­kręt doty­czy wypo­ży­cza­nia sku­te­rów wod­nych (jet ski). Decy­du­jąc się na tego typu usługę trzeba być świa­do­mym że ryzyko zosta­nia oszu­ka­nym jest naprawdę duże. Prze­kręt polega na tym że po zakoń­cze­niu pły­wa­nia obsługa usil­nie wma­wia nam że uszko­dzi­li­śmy sprzęt pły­wa­jąc po kamieniach/rafie itp. Żądają od nas odszko­do­wa­nia za szkody, któ­rych oczy­wi­ście nie wyrzą­dzi­li­śmy. Kłót­nie i spory na nie­wiele się zdają ponie­waż są oni nie­ugięci. Roz­wią­za­nia fizyczne z wielu oczy­wi­stych wzglę­dów nie wcho­dzą w grę. Dzwo­nie­nie po poli­cję także nie ma sensu… stróże prawa ZAWSZE są po stro­nie oszu­stów ponie­waż od każ­dego tego typu prze­krętu otrzy­mują kon­kretny pro­cent… Tak więc trzeba bar­dzo uwa­żać tym bar­dziej że cho­dzi tu o naprawdę zna­czące sumy, czę­sto wiel­ko­ści KIL­KU­SET dolarów!

Spo­sób na unik­nię­cie tego typu nie­przy­jem­no­ści jest jed­nak pro­sty i dość oczy­wi­sty. W Taj­lan­dii lepiej po pro­stu nie korzy­stać ze sku­te­rów wod­nych. Jeśli jed­nak koniecz­nie chcemy wypo­ży­czyć taki sprzęt warto wcze­śniej poob­ser­wo­wać przez dłuż­szy czas osoby pra­cu­jące przy nim oraz przed roz­po­czę­ciem zabawy dokład­nie obej­rzeć sku­ter, poro­bić zdję­cia i wytknąć pal­cem wszyst­kie man­ka­menty jakie zauważymy.

Życz­liwy Taj

Warto też wspo­mnieć o “życz­li­wych” Tajach w Bang­koku. Pod­cho­dzi do Cie­bie uprzejmy jego­mość dobrze roz­ma­wia­jący po angiel­sku i z uśmie­chem na ustach pyta “dokąd idziesz przy­ja­cielu?”. Po udzie­le­niu odpo­wie­dzi na pyta­nie Taj wyciąga mapę i mówi, że tam, gdzie wła­śnie idziesz trwa rytuał/manifestacja/cokolwiek i że kom­plet­nie nie warto tam iść. W zamian, niby bez­in­te­re­sow­nie, wska­zuje inne, w jego mnie­ma­niu rów­nie atrak­cyjne i warte odwie­dze­nia miej­sca. Oczy­wi­ście czło­wiek ten dostaje pro­wi­zję za każ­dego przy­pro­wa­dzo­nego gościa. Dodat­kowo nie musimy tam nawet iść, możemy sko­rzy­stać (oczy­wi­ście odpłat­nie) z tuk-tuka (moto rik­sza), który nagle zupeł­nym zbie­giem oko­licz­no­ści poja­wia się obok was zupeł­nie pusty i gotowy do drogi.

Hin­du­ski tuk tuk

Indie. Delhi. Noc. Łapiesz tuk tuka (jak ktoś nie wie cóż to za cudo — poni­żej sto­sowny fil­mik ;)), którą chcesz gdzieś doje­chać. Usta­lasz cenę (w płd-wsch Azji tury­sta ZAWSZE musi robić to z góry jeśli chce unik­nąć nie­po­trzeb­nych kłótni) i rusza­cie. Po prze­je­cha­niu spo­rego odcinka na ulicę wybiega jakiś mło­dzie­niec, który zatrzy­muje rik­szę i łamana angielsz­czy­zną mówi że dalej odbywa się jakiś festi­wal i nie można tędy jechać. Ok, nie ma wyj­ścia, jedziemy na około. Po prze­je­cha­niu kolej­nych kilku km sytu­acja się powta­rza. Gdy w końcu docie­ra­cie do celu rik­szarz żąda za kurs kil­ku­krot­nie wię­cej niż to było wcze­śniej usta­lone… Po kłót­niach zawsze udaje się zbić cenę ale tro­chę ner­wów stra­cić trzeba.

Zręczny kant w kantorze…

W nie­któ­rych miej­scach spo­tkać można „zagłę­bia” małych, roz­kle­ko­ta­nych kan­to­rów usta­wio­nych jeden przy dru­gim. Prze­kręt polega na tym że dajesz jakąś kwotę na wymianę, koleś w kan­to­rze wymie­nia ją na daną walutę, dokład­nie liczy i daje Tobie także do prze­li­cze­nia. „Nie­spo­dzie­wa­nie” oka­zuje się że bra­kuje jed­nego bank­notu. Pra­cow­nik kan­toru udaje zakło­po­ta­nie, mówi że gdzieś musiał spaść i ner­wowo roz­gląda się po pod­ło­dze. Mówi także abyś ty poszu­kał po swo­jej stro­nie, może tam leży. Gdy tylko spu­ścisz wzrok na zie­mię oszust szyb­kim i zwin­nym ruchem ręki zrzuca kilka bank­no­tów na swoją stronę kan­torka, po czym gdy pod­no­sisz wzrok znad ziemi daje Ci zgu­biony bank­not. Zado­wo­lony nie liczysz jesz­cze raz pie­nię­dzy ponie­waż trudno zauwa­żyć brak kilku bank­no­tów (prze­waż­nie jest ich dość sporo) a poza tym jesteś zado­wo­lony bo prze­cież chcieli cię oszu­kać a ty się dziel­nie nie dałeś…

Co ważne wszyst­kie te kan­torki obsłu­guje kilku panów, któ­rzy co jakiś czas zamie­niają się miej­scami tak aby gdy klient wróci z rekla­ma­cją móc powie­dzieć że to prze­cież nie u nich, że zaszła jakaś pomyłka. Poza tym kan­to­rów jest zawsze wię­cej niż pra­cow­ni­ków tak więc spora szansa że gdy wró­cisz z rekla­ma­cją będzie on pusty…

2017-04-19T05:37:18+00:00 3 Styczeń, 2011|Podróże|